zakupy

Nowa kolekcja Wake Up & Squat – LATO 2018

W czerwcową sobotę, która nie mogła zdecydować się na pogodę, miałam okazję uczestniczyć na specjalne zaproszenie w 1-wszych urodzinach krakowskiego sklepu Wake Up and Squat przy ulicy Nadwiślańskiej 11.

Niewiarygodne, że firma prosperuje już kilka lat, a ja nadal mam ich jedną z pierwszych koszulek. W związku z tym wejście do sklepu pamiętając każdą kolekcję z niejednych targów fitness było jak przyglądaniu się dziecka które z roku na rok dorasta i staje się coraz bardziej świadome :). Właścicielki – Malwina i Magda – zadbały o miłą atmosferę oraz zaprezentowały najnowszą kolekcję sportową. Hasłem przewodnim marki jest Remember FIT is NEW SEXY. Najnowsza kolekcja inspirowana jest słonecznym latem tym bardziej jest CUTE.

Żółte i pastelowe różowo – fioletowe koszulki od razu przykuwają wzrok. Jakość materiału co widać gołym okiem jest na lata. Mam wrażenie, że od początku marka na to stawiała. Kolekcja jest jasna, ale zarazem wyraźna. Taka na co dzień i na trening.

Jakbym miała określić kolekcję Active to jest ona dla konkretnych babeczek, które lubią się spocić i nie boją się pokazać sportowego zadziora. Wyobrażam sobie w niej dziewczyny trenujące Cross Fit, siłówkę i mocne zajęcia fitness. Top skradł moje serce na tyle, że stał się częścią mojej codziennej stylówki. Oprócz tego, że świetnie podtrzymuje biust, ale zarazem nie ściska go do granic możliwości.

Wersja soft i bardziej “elegancka” to dla mnie hitowe spodnie z kieszonkami (!) i bardzo ciekawy stanik, który zapinany jest z przodu na haftki. W tej wersji można zdecydowanie skusić kogoś na trening strzelając sobie selfiaka na siłowni. To ugrzeczniona wersja jest jak niczym “mała czarna” – bez względu czy idziesz poćwiczyć czy powyglądać.

Luźne dresowe szorty są czymś czego długo szukałam i wiem, że jak tylko zrobi się cieplej to pośmigam w nich na rowerze, skomponuję luźną miejską stylówkę do białych trampek czy obejrzę ulubiony serial w domu. Opcja do tańca i do różańca. Jak sama autorka kolekcji przyznaje: „Najbardziej z tej kolekcji jestem zakochana w cropie i spodenkach, kocham rzeczy które wygoda dorównują piżamie, a są na codzień i na trening”.

Natomiast strój kąpielowy inspirowany strojem bikiniar jest fajnym puszczeniem oka w stronę tego co aktualnie dzieje się fit światku. Stanik nie jest usztywniany, jednak dziewczyny mające co pokazać na pewno będą zadowolone. Zresztą te z mniejszym asortymentem też, ponieważ nie o to tutaj tym razem chodzi 🙂 tu chodzi o podkreślenie pośladków bez względu na to czy je masz czy nie – krój majtek jest odpowiednio do tego stworzony: „Chciałyśmy podkreślić nogi wyrzeźbione na siłowni i piękne brzuchy. Nasze bikini może być nagroda za ciężka prace na treningach” – przyznaje Malwina.

Z pewnością w tej kolekcji można znaleźć coś dla siebie. Kolekcja wybija się jakością materiału, kolorystyką i funkcjonalnością oraz podkreśleniem kształtów kobiecej sylwetki.

Podsumowanie końcówki roku 2017 – część I

Gęsina, lody z oliwą, moje zajęcia z Kick Boxingu, przygotowania do Świąt, powracający temat zawodów oraz efekty moich podopiecznych – czyli Podsumowanie końcówki roku 2017 – część I.

Listopad zleciał mi tak szybko, że chwilę mi zajęło, aby zastanowić się nad tym, co się wydarzyło. 1 listopada wróciłam ze swojego mini urlopu z Anglii i przez cały tydzień żyłam jeszcze tym wyjazdem. Wróciłam pełna energii i z chęcią do pracy, której było naprawdę sporo. Co mnie bardzo cieszy, ponieważ to znaczy, że pod swoją opieką mam bardzo pracowite osoby.

Urlop uświadomił mi, że czas spędzony z rodziną i znajomymi jest bezcenny. Postanowiłam więc nadrobić moje zaległości towarzyskie i wyskoczyć z moją serdeczną znajomą (kiedyś podopieczną) na wspólną kolację do Dyni, lody z oliwą (propozycja Marii okazała się strzałem w 10!) i wspólnego drinka (dosłownie!!! – ogromny kielich z dwoma słomkami), odkrywając tym samym uroki pięknego wnętrza Le Scandale na Rynku.

Ponadto na początku listopada klarowały się u mnie sprawy Sylwestrowe. Moja siostra przyleciała ze swoją rodziną do Krakowa. Z tego względu chcieliśmy mieć już wszystko ustalone przed czasem, a nie jak zwykle u mnie bywało – na ostatnią chwilę lub opcja „spontan”. Szczególnie, że bilety do Starej Zajezdni (gdzie docelowo chciałyśmy spędzić tę noc) na imprezę rodem z gali Oscarowej sprzedały się w 2,5 tygodnia, o czym poinformował mnie manager… Trzeba było szybko zorganizować coś innego. Był to mój pierwszy Sylwester w Krakowie od niepamiętnych czasów – oprócz tego licealnego, na którym dostałam butelką w głowę i tym samym wybiłam sobie świętowanie tego dnia w mieście. Zazwyczaj wyjeżdżałam w góry, bo tam moja natura mnie ciągnie. Jednak ze względu na zaistniałą sytuację odpuściłam w tym roku i postawiłam na wystrojenie się oraz dobrą zabawę na ukochanym Kazimierzu, w towarzystwie mojej siostry. Rozważałam ofertę Le Scandale, Plac Nowy 1 oraz Barkę. Padło na Plac Nowy 1. W trakcie rozmowy z Panią Manager wynikło, że oferta jest zbliżona z zeszłoroczną, która się świetnie sprawdziła. Koszt był w wysokości 100 zł. W cenie był „welcom drink” + przystawka do wyboru: bufet sushi lub bruschetta /deska serów i wędlin. W trakcie imprezy była możliwość zamawiania dań oraz napojów ze specjalnej, skróconej karty menu, która powstała na tę okazję. Tym sposobem zamieniłam problem „gdzie iść” na „w co ja się ubiorę” 😉 . W listopadzie obiecałam sobie, że Święta również nie będą na ostatnią chwilę i prezenty oraz to, co znajdzie się na wigilijnym stole zaplanuję wcześniej. Z prezentami po części mi się udało, ponieważ faktycznie zaczęłam je już w listopadzie gromadzić. Te Święta były dla mnie bardzo wyjątkowe, ponieważ spędziliśmy je razem. Zazwyczaj moja siostra zostawała w Anglii lub rodzice do niej jechali i często były one podzielone. A Święta w Anglii to nie to samo. Brak śniegu, brak magii i widok rodzinnych obiadów w McDonaldach mnie nie zadowala. Wręcz przygnębia :/ . Jestem osobą bardzo rodzinną i żadne bańki świata nie zastąpią mi czasu z najbliższymi. Tym bardziej cieszę się, że w tym roku nie było dylematów, jak ten temat ugryźć. Wszyscy razem tu na miejscu i koniec 🙂 . Tak się tym ucieszyłam, że w pełni zaangażowałam się w organizację Wigilii. Rodzice zajęli się zakupami spożywczymi i przygotowaniem jedzeniem, a ja dekoracjami na stół.

Ponadto rozpisałam menu świąteczne, które nieco podrasowałam. Zamiast uszek do barszczu zrobiłyśmy z mamą krokieciki z kapusty w cieście francuskim, zamiast grochowej była moja zupa-krem soczewicowa oraz grzybowa z leśnych grzybów, które zebrali moi rodzice. Tradycyjnie były pierogi z kapustą i grzybami mojej mamy oraz karp – tym razem nie w całości tylko same filety. Ze słodkości – zamówiłam w sprawdzonej cukierni w Wieliczce makowca i orzechowca w cieście półfrancuskim.

Wracając do tematu listopadowych poczynań, 11 listopada w Dzień Niepodległości byłam w Zielonym do Góry na degustacji pysznej gęsiny z okazji Dnia Świętego Marcina. Menu i smaki mnie oczarowały. Szczególnie, że gęsinę jadłam pierwszy raz i polecam ją każdemu, szczególnie przez jej wartości odżywcze, o których nie będę się tutaj rozpisywać. Mięso – jak poinformował mnie sam szef kuchni – zamówione zostało specjalnie na ten dzień już wiosną. Z pyszności zamówiłam placuszki ziemniaczane z cukinią, kiszoną marchewką z gulaszem z gęsich żołądków, krupnik na gęsinie z popcornem z kaszy, pierś z gęsi ze śliwkowym chutney, kopytkami, konfiturą z czerwonej kapusty i fig.

Na deser udało mi się dorwać Rogala Świętomarcińskiego, co było nie lada wyzwaniem… Następnym razem obiecałam sobie, że pojadę do Poznania 🙂 .

Z nowych miejsc, jakie poznałam w listopadzie to Wesoła Cafe, w której powstał post porównania kalendarzy opublikowany już na mojej stronie (dotarł on do ponad 2000 osób 🙂 ). Miejsce to znajdzie się w moim kolejnym wpisie #FitFoodLover na mieście czyli śniadania białkowo-tłuszczowe na mieście. Podobnie jak Moment Resto Bar, w którym moim zdaniem wykonałam jedno z lepszych zdjęć dania.

Jeżeli chodzi o sprawy treningowe to odpuściłam zajęcia Bachaty i znalazłam zajęcia Kick Boxingu w zaprzyjaźnionej krakowskiej siłowni Power2Fit. Na ten moment bardzo mi one odpowiadają. Nie mogę sobie pozwolić na trening 5 razy w tygodniu jak dawniej. Mój styl życia i pracy nieco się zmienił, więc poszukuję zajęć i formy ruchu która mnie nie znudzi i da porządny wycisk. Te zajęcia mnie w pełni satysfakcjonują. Szczególnie, że Monika Matyjewicz – Pani trener daje porządną dawkę wiedzy, a trening pod jej okiem nie należy do łatwych (szczerze mówiąc po 20 minutach dziękuję Bogu, że trenuję tyle lat). Po drugich zajęciach usłyszałam, że mam predyspozycje do tego sportu. Nie ukrywam, że jest to motywujące i kuszące, aby sprawdzić się w tej dyscyplinie. Jednak końcówką pracowitego roku, wróciłam myślami do powrotu na scenę w kulturystyce. Jednak nie do Bikini, a do kategorii Fit Model – aktualnie ta estetyka ciała mi się bardziej podoba i nie wymagałaby to nadbudowania masy mięśniowej. Ten temat nie do końca zamknęłam i zobaczymy, co z tego wyniknie. Na ten moment wybieram trenera i na razie w tym temacie utkwiłam…

Wracając do tematu Kick Boxingu otrzymałam propozycję wyjazdu na obóz kadry w Zakopanem w styczniu. Szczerze rozważam ten wyjazd pod kątem „czy na pewno chce w to iść”. Generalnie jest to sport kontuzyjny (o czym się niestety przekonałam :/ ), jednak mój charakter sportowca i chęć rywalizacji czasem jest mocniejsza od moim obaw i zdrowego rozsądku. Jednak przez grudzień dojrzałam do tematu i będzie to jedynie moja zajawka i alternatywa siłowni. Poza tym w listopadzie obiecałam sobie głębszą medytację, przemyślenia i refleksje. Niedziele zaczęłam bardziej poświęcać dla swojej duszy. Szukam spokoju wewnętrznego, którego zaczęło mi ostatnio brakować. Temat balansu pomiędzy różnymi sferami życia jest mi nadal bliski. Polecam pracę z książką „Dobrze zaprojektowane życie”, która skłoniła mnie to takich przemyśleń. Ponadto zaczęłam zgłębiać tajniki minimalizmu oraz spisywać swoją listę wdzięczności, która pozwala mi dostrzec jak niewiele potrzeba do szczęścia i doceniać rzeczy niematerialne. Stałam się też bardziej systematyczna w zapisywaniu swoich wydatków, celów na przyszłość oraz nawyków, które chcę u siebie wyrobić lub pielęgnować. Ponadto parę miesięcy pracowaliśmy nad moim nowym logo, którego premiery nie mogę się już doczekać 🙂 . Aaaa!!! i zmieniłam kolor włosów na ciemniejszy 😉 .

Na przełomie listopada i grudnia zakończyła się kolejna edycja „Grupy Wsparcia”, której jestem autorką. Dziewczyny pracują ze mną 1 x w tygodniu i dostają niezły wycisk. Ponadto otrzymują plan żywieniowy i porady oraz motywację na kolejny tydzień. Dziewczyny pogubiły od 6 do 10 cm w obwodach. Jestem z nich mega dumna, ponieważ dają z siebie wszystko na treningach. Poniżej przedstawiam efekty, które chciałam wyróżnić.

Oprócz Grupy Wsparcia pracuję również z moimi podopiecznymi indywidualnie. Pojawiły się sylwetki, które chciałabym zamieścić w zestawieniu tych wyróżnionych. Pierwsza z nich to K. 49 lat z którym współpracujemy 3 miesiące. Nie był to łatwy „przypadek” pod kątem prowadzenia z tego względu, że cel był szczytny – poprawienie jakości mięśniowej przy podwyższonej kreatyninie (można spożywać do 2 porcji białka, produktów typu mięso, jaja, ryby). Parę dni spędziłam, aby pochylić się nad problemem. Efektem końcowym było rozpisanie 3 różnych planów żywieniowych, planu treningowego na siłowni (podzielonego na 3 różne dni) oraz treningu właściwego – 2 x w tygodniu trening pod moim okiem. Wszystko oczywiście było dostosowane do cyklu dnia K. Już po dwóch miesiącach usłyszałam, że efekty przeszły jego oczekiwania i otrzymałam piękna laurkę: Karolina to w pełni profesjonalna trenerka a zarazem dietetyczka. Trzeba wiedzieć, że nie tylko ćwiczenia ale właściwe odżywianie gwarantują sukces. Zanim spotkałem Karolinę to aby zrzucić parę kilogramów katowałem się niejedzeniem lub jedzeniem mało apetycznych ale niskokalorycznych potraw. Teraz jem do syta i to smacznie! Potrawy, które przyrządzam wg przepisów Karoliny są bardzo smaczne i proste w przyrządzaniu. Teraz wiem, że najważniejsze co się je a nie ile. Kolejna bardzo ważna rzecz: Karolina zadaje pytania, słucha i analizuje i dzięki temu mocno zagłębia się w temat a to jest bardzo ważne! A treningi? No cóż… łatwo nie jest bo trenerka jest wymagająca i ciśnie mocno:-). Coś za coś, jak się chce osiągnąć efekt trzeba się pomęczyć. A efekt? 7 kg w dół w 2 miesiące i co ważniejsze to przy takim spadku wagi wyraźny przyrost mięśni. Wróciły znów do łask odstawione ciuchy jak T-shirty czy sweterki-serki bo teraz bez brzuszka leżą zdecydowanie lepiej :-D. Polecam Karolinę szczególnie osobom które słabo wierzą w swoje możliwości. Mnie osobiście efekty w tak szybkim czasie zaskoczyły bardzo.

Niebawem kolejna część wpisu! A w niej relacja z Sylwestra w Placu Nowym 1 oraz organizowanych przeze mnie warsztatów pieczenia fit pierników, pierwsze nagrania dla Medestetis, wegańskie warsztaty w Kulinarnych Kreacjach i jak spędziłam 2 tygodnie przerwy świątecznej.

Zdrowe przekąski z Biedronki

Postanowiłam napisać post ułatwiający trochę życie osobom, które niekoniecznie odnajdują się w ścisłych dietach i nie ogarniają tematu – co można kupić w lokalnym sklepie (w miarę) zdrowego i przekąsić w przerwie w pracy oraz zrobić z nich posiłek na szybko w domu. Zawsze można sobie z nich coś przygotować w 5 minut.

Jednak temat może nieco zmylić, ponieważ to nie będzie post o produktach „fit”, które tak są sygnowane na opakowaniach. Na takie produkty się nie nabieraj. To, że ktoś dosypał płatków owsianych do batonu tym samym „błogosławiąc” go napisem „light”, tudzież „fit” na opakowaniu, to nie znaczy, że składowo ma on coś wspólnego ze zdrowiem. Tym samym chciałabym zwrócić uwagę na ich skład. Dlatego moje propozycje to produkty, które uważam za godne uwagi. Nie widzę jednak sensu opisywania produktów „fit”, w których składzie jest syrop glukozowo-fruktozowy. Wracając do tematu udałam się do niezastąpionej i wszechobecnej Biedronki. Zakupy zrobiłam na totalnym spontanie, ponieważ dość często asortyment się tam zmienia, jeśli chodzi o produkty tematyczne. W pierwszym podejściu była to niedziela wieczór. Chciałam sprawdzić czy coś jeszcze dostanę oprócz suchej bułki. Jak wspominałam, nie miałam żadnej listy zakupów, więc chwyciłam to, co:

  • zazwyczaj kupuję i testowałam na sobie,
  • wpadło mi w oko i mnie zainteresowało,
  • nasyciłoby głód spanikowanej kobiety na zakupach, podczas swojej 10 minutowej przerwy.

Natomiast w drugim podejściu zwróciłam uwagę na dwa kolejne. Jeden z nich, który pojawia się od czasu do czasu w Biedronce. Drugi jako alternatywa mleka do kawy i nie tylko.

Zacznę jednak od kabanosów drobiowych, które prawie za każdym razem biorę (do póki mi się nie znudzą). Wiem, wiem produkt przetworzony, ale nie popadajmy w skrajności. Produkty z dobrym składem mogą występować w zdrowym odżywianiu. Przynajmniej tak twierdzą  mądrzy uczeni – polecam przeczytać na blogu Dr Lifestyle, która w propozycjach posiłków wymienia nawet parówki (oczywiście te z dobrym składem). Wszystko zależy, jaki system odżywiania wybierzemy, ponieważ nie istnieje coś takiego jak DIETA CUD która uleczy otyłe społeczeństwo – no oprócz sportu i odrobiny ruchu. Kabanosy Konspol mają bardzo dobry skład z dostępnych na rynku (135 gram mięsa na 100 gram produktu!!! Dalej – sól, przyprawy, osłonka barania KONIEC). Ja bym się czepiała jaka ta sól jest bla bla bla itd., ale myślę, że dla większości to nieistotne. Są świetnym rozwiązaniem w trakcie dnia jako przekąska lub niepełnowartościowy posiłek typu kabanosy i opakowanie pomidorków cherry. Taki posiłek można zjeść nawet w samochodzie. Okazuje się, że da się coś przekąsić w trakcie 10 minutowej przerwy w pracy i nie musi być to Snickers.

Kolejnym Must Have to roszponka. Nie wiem czy kogoś tym zaskoczę – chyba nie, ale wyznaję zasadę w prostocie siła! Dla miłośników sałatek wszelkiego rodzaju, a do tego gotowa do zjedzenia czytaj umyta. Oczywiście nie zaraz przy wyjściu ze sklepu, ale w domu dodając kilka dodatków. W smaku jest bardzo delikatna – świetna alternatywa rukoli. Ponadto jest bogata w witaminę A, E, oraz B, żelazo, potas, magnez, fosfor, i wapń. Ma właściwości odkwaszające organizm. Warto po nią sięgać w okresach permanentnego stresu lub niepokoju. Dosyć długo się trzyma w lodówce około 3-5 dni. Najprostsza sałatka na bazie roszponki jaką znam to dodanie tego co mam w lodówce. Ja lubię tworzyć z resztek lub niewykorzystanych produktów – na przykład kilka pokrojonych suszonych pomidorów, oliwki, kawałki mięsa drobiowego z obiadu oraz podprażony słonecznik. Świetny zestaw jako kolacja, drugie śniadanie, do pudełka, czy szybki posiłek kiedy wpadną niespodziewani goście z wizytą. Nie zawsze podaję kawior oraz ostrygi 😉

Kolejną propozycją która wpadła mi w oko to sok z brzozy marki Vital fresh. Bez cukru, 100 procent naturalny i nieodtworzony z koncentratu – przynajmniej tak się reklamują. Zazwyczaj jej nie kupuję, ale uważam że warto zwrócić uwagę na tą „wodę zdrowia”. Znajduje ona zastosowanie w medycynie ludowej jako środek łagodzący bóle reumatyczne oraz spowodowane uszkodzeniem nerwu kulszowego. Świeży sok ma właściwości moczopędne, w związku z tym może mieć wpływ na stymulację procesu filtracji w przewodach moczowych. Tym samym można pozbyć się w większości toksyn z organizmu. Uważam, że dobrze się sprawdzi w okresie detoksykacji organizmu. Prostym sposobem będzie przygotowanie smoothie na bazie soku z brzozy, ½ jabłka, kiwi i garści jarmużu. Dlaczego piszę o soku? Jak tym można zaspokoić głód i czy w ogóle się da? Owszem da się, ponieważ uczucie głodu jest często mylone z poczuciem pragnienia. Więc zanim w panice zaczniesz kupować wszystko, co jest pod ręką, zastanów się ile wody wypiłeś do tej pory. Oczywiście może być to woda -najlepiej mineralna. Jednak zaskoczyło mnie, że w Biedronce są dostępne tego typu rzeczy, ponieważ sok z brzozy to taki rarytas za ok. 4-5 zł za 300 ml.

Następna w kolejności jest Sałatka z kaszy bulgur oraz hummusu. Ja wybrałam klasyczną wersję – pasta z ciecierzycy i sezamu. Składowo nie ma masakry. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się nawet tahini. Sałatka w cenie 4-5 zł robi robotę i załatwia problem „nie wiem co zjeść w przerwie w pracy, a nie zabrałam niczego z domu”. Zapewniam, że będzie to o wiele lepszy wybór niż drożdżówki z colą light.

Teraz czas na danonki, tylko takie dla dorosłych i dzieci bez chemii 🙂 Day Up – przekąski owocowe w poręcznym opakowaniu czyli puree owocowe z płatkami quinoa (2%) i owsianych (1%). Produkt jest pasteryzowany, dlatego nie wymaga chłodzenia. Przekąska w pracy lub jako deser – wystarczy, że dodasz 2-3 łyżki jogurtu naturalnego, pokrojone kiwi, 1-2 łyżeczki wiórków kokosowych i posiekaną kostkę gorzkiej czekolady powyżej 70 procent. Enjoy!

Teraz produkt moim zdaniem trochę niedoceniany. Może dlatego, że w ten sposób zapakowane produkty, niczym zupki z proszku, źle się kojarzą. Firma Fitella rozszerzyła swój asortyment o fit gotowce – koktajle owocowo-warzywne. Swoją recepturę oparli na technologii suszenia, dzięki której składniki zachowują swoje wartości odżywcze. Ponadto nie ma tam sztucznych barwników i dodatkowego cukru. Są trzy warianty smakowe i od tego zależy ich skład. Na pewno są to suszone owoce. Jeżeli chodzi o to, co z nich można wyczarować, to proponuję dwa warianty: wersja uboga – zabierasz saszetkę ze sobą i w chwilach kryzysu przy użyciu ok. 200 ml wody i odczekaniu 2-3 minut masz posiłek gotowy. W wersji na bogato polecam wsypać saszetkę do blendera, zalać wodą, dodać garść jarmuży, ½ jabłka i ½ cytryny. Nawet jeśli przypalasz wodę na herbatę, z tym sobie na pewno poradzisz.

Zupy krem 450 gram różne rodzaje. Mój wybór padł na krem z cukinii i zupę gulaszową. Przeglądałam składy innych smaków, np. dyniowa, pomidorowa i barszcz ukraiński. W składzie oprócz ziemniaków, których staram się unikać, nie widzę nic niepokojącego. Jak na produkt kupny jest całkiem nieźle! Zupa gulaszowa jest z kawałkami mięsa, a nie samego tłuszczu i odpadów. Jednak jakbym miała być hiper poprawna, to musiałabym wspomnieć, że gotowane warzywa mają wyższy wskaźnik Indeksu Glikemicznego. Niektórzy na to zwracają uwagę. Termin przydatności nie jest zbyt długi, ale też nie jednodniowy. Dużą zaletą jest to, że produkt jest bez konserwantów, dlatego najlepiej nie trzymać go zbyt długo w lodówce i zjeść do 2-3 dni od zakupu.

Mój faworyt to mąka z orzechów arachidowych firmy Bakal, która raz na jakiś czas trafia na sklepowe półki. Z tego względu w moim koszyku ląduje kilka opakowań. Można z niej zrobić świetne wypieki, zagęścić masę jeżeli jest zbyt rzadka lub jako urozmaicenie – posypka do płatków owsianych, jogurtów lub muesli. Ja ją uwielbiam na surowo, ponieważ są to po prostu zmielone orzechy. Należy jednak pamiętać że nie wszystko na niej wyjdzie (tak samo jest w przypadku mąki kokosowej). Naleśników z tego nie będzie 😉 – to już przerabiałam i moja patelnia też. Zaletą mąki jest to, że wykorzystują ją bezglutenowcy oraz osoby, które żywią się produktami z niskim IG. Polecam ja jako dodatek na zimno, ponieważ wtedy zachowuje więcej wartości odżywczych niż po obróbce cieplnej.

Napój Sojowy Vitanella bez dodatku cukru. Fajny zamiennik dla osób, które chcą odejść od stosowania mleka, urozmaicić sobie dietę, bądź chcą wyeliminować laktozę. Na rynku są dostępne tego typu napoje, ale większość osób nie zdaje sobie sprawy, że są dosładzane – a szczególnie te smakowe. Temat soi również zostawiam do dyskusji dietetykom, którzy mogą się spierać o to, że soi nie powinno się spożywać. Niestety tak jak kukurydza jest genetycznie zmodyfikowana. W diecie Paleo nawet zabroniona. Generalnie wieje grozą z każdej strony. Nawet piękny zielony brokuł może okazać się trujący, bo pryskany i też nie będzie już fit. Zwariować można z taką dawką informacji, dlatego na spokojnie trzeba sobie uświadamiać pewne rzeczy i przede wszystkim zaczynać zwracać uwagę na to, co się je. Jednak każdy dokonuje swoich wyborów. Ja zawsze będę namawiać do dobrych zmian, ale również do zachowania balansu. Dlatego jeśli ktoś zamieni codzienną wizytę w McDonald’s na sałatkę z przetworzonej soi, uważam to za duży sukces 😉

Tym wpisem chciałam przestrzec przed nabieraniem się na produkty „fit”. Jednocześnie zaproponować swoich „wybrańców”. Oczywiście produktów mogłoby znaleźć się więcej. Jednak lista i tak jest dłuższa niż zakładałam. Podsumowując, produkty które mają krótki skład będą lepsze od tych z litaniami na końcu. Najlepiej polegać na sobie i czytać etykiety. Szczególnie, że nie wszystkie produkty przetworzone, nadają się od razu do kosza, a mogą ułatwić życie i pomóc w zmianie nawyków żywieniowych.

Urlop w Anglii, moje pierwsze Halloween, Haul zakupowy, zdrowe przekąski do kupienia w sklepie.

Mój urlop w Anglii był wykorzystany w 100%. Wiele osób ma przeświadczenie, że to nieudany pomysł na spędzenie wolnego ze względu na „angielską pogodę”. Uważam, że jesień i zima to najlepszy czas, aby udać się właśnie tam. Oczywiście mogłyby to być ciepłe kraje, a obawiam się, że po przylocie miałabym tygodniową depresję pourlopową.  Przede wszystkim jesień na Wyspach była dla mnie „złotą polską jesienią” tylko może z mniejszą ilością kolorów liści na drzewach. Przez cały tygodniowy pobyt nie padało. Było słonecznie, a najniższa temperatura w ciągu dnia podczas mojego październikowego pobytu sięgała 15 stopni. W Polsce brakuje mi okresów przejściowych i mam wrażenie, że wiosna i jesień trwają za krótko. Przynajmniej dla mnie.

Oto w jaki sposób spędziłam czas, na co zwróciłam uwagę i gdzie byłam:

  1. Przyroda/Parki – podczas każdego wyjazdu staram się mieć jak największą styczność z przyrodą, ponieważ to mnie uspokaja i sprawia, że mogę na chwilę zwolnić. Bardzo podoba mi się pomysł weekendowych rodzinnych wypadów do parku. Ja tym razem odwiedziłam Ryton Pools Country Park w którym, było mnóstwo atrakcji dla dzieciaków ze względu na obchodzone tam Halloween. Dla mnie atrakcją, był spacer z siostrą i zatrzymanie się na dłużej w miejscach godnych uwagi oraz zabawa w parku dla dzieci :D.






2. Architektura

Oprócz natury, uwielbiam podziwiać architekturę. W ogóle zwracam uwagę na to co mnie otacza. Lubię ładne budynki. Może to być nowoczesne lub stare budownictwo, byleby wyglądem pasowały do miejsca lub oddawały jego klimat. W Anglii podobają mi się domki szeregowe z czerwonej cegły, Kościoły (to moja słabość w tym temacie jeśli chodzi o fotografię budynków), angielskie Puby i stare mury rodem z „Władcy Pierścieni”. Mogłabym patrzeć i patrzeć…



3. Halloween

Pierwszy raz miałam okazję aktywnie w nim uczestniczyć.  Generalnie chodzi o to, że dzieciaki chodzą po domach i zbierają cuksy. Dorośli te cukierki rozdają i specjalnie na tę okazję przystrajają drzwi wejściowe, a co poniektórzy nawet ogródki. Wystawiając dynię przed wejście, dają znać że można do nich bez krępacji zapukać. Cieszę się, że miała okazję wziąć w tym udział. Stroju nie miałam, ale zaszalałam z make-upem ;).



4. Zakupy/Kosmetyki/Księgarnie

Jeżeli chodzi o ciuchy, jedzenie i książki to coś co mnie pochłania na godziny. Przed wyjazdem z Polski zamarzyłam o pięknym płaszczu na jesień. Niestety tego wypatrzonego w Zarze nie zdążyłam kupić przed wylotem. Jednak los chciał, abym natrafiła na swoją musztardową miłość z New Looka. Oprócz tego stałam się właścicielką jednej szarej bluzy z Primarka (niektórzy mówią, że tam same szmatki jednak takie basic-owe rzeczy, akcesoria i skarpetki – uważam, że warto tam kupić), bordowej zamszowej czapeczki, w takim samym kolorze butów za 2 funciaki, moherowy biały sweter (na zimę to must have dla mnie), komplet bielizny o boskim kolorze i wzorze! Do dzisiaj nie umiem go nazwać – jest połączeniem musztardy i delikatnej zieleni? Wołał do mnie z ekspozycji!! Nieważne, że na nim będę nosić pewnie 5 swetrów i płaszcz w zimie. Musiałam go mięć. Najlepsze jest to, że mogłam dobrać inny rozmiar góry i dołu. Dla mnie to ważne, ponieważ figi zawsze noszę mniejsze niż góra kompletu na to wskazuje. Ba! Można było wybrać nawet inny kolor i rozmiar.


Jeżeli chodzi o kosmetyki to wstąpiłam do Lush. Marka znana przede wszystkim w Stanach. Cały asortyment to kosmetyki naturalne. Szczególną uwagę zwróciłam na maseczki do twarzy, które wyglądały rewelacyjnie.


W księgarni musiałam „obejść się smakiem”, ponieważ na pewno musiałabym dopłacić za dodatkowe kilogramy w drodze powrotnej. Jednak wypatrzyłam kilka perełek, które w Polsce dopiero miały swoją premierę. Resztę zachowam dla siebie, ponieważ być może będzie to materiał na kolejnego posta.

5. Jedzenie

Temat rzeka dla mnie… Wchodzę do sklepu – wypatruję ciekawe produkty. Najlepiej żeby były zdrowe, chyba że jest to godny grzechu cheat to co innego – wtedy pakuję od razu do koszyka ;). Ale do meritum – pobuszowałam trochę po sklepach tych większych oraz mniejszych – lokalnych. Spodobały mi się „gotowce”, które są łatwo dostępnym rozwiązaniem dla osób zapracowanych stawiających na wygodę lub dla takich jak ja po treningu. Przypomina mi to dietę pudełkową tylko można ją sobie samemu skomponować. Do wyboru były jajka na twardo ze szpinakiem, sałatki z mięsem i wersje wegetariańskie oraz wrapy. Do każdego zestawu jest sos w oddzielnym pojemniczku. Często to one mają najwięcej kalorii z całej sałatki. Jednak ich zaletą jest to, że ilość można sobie dozować, albo całkiem z nich zrezygnować.




Ponadto zwróciłam uwagę na: hummus z suszonych pomidorów, buraka i parmezanem (który był rewelacyjny jak na te ze sklepu), warzywa mix i krewetki z ryżem. Odwiedziłam również lokalny targ na którym jest dostęp do świeżych warzyw i owoców oraz ziół. Niektóre z nich jak kolendra, są tańsze niż w Polsce.





Jeżeli chodzi o jedzenie na mieście w Coventry śmiało mogę polecić Las Iguanas. Byłam tam parokrotnie i za każdym razem wychodziłam zadowolona. Warto sprawdzić to miejsce. Jedzenie jest świeże, a cenowo bardzo przystępne. We wtorki można skorzystać z promocji Taco 2 za 1. Jak widać skorzystałyśmy z siostrą :). Ja zamówiłam wersję z wołowina i śmietaną, druga porcja była z kurczakiem i avocado.



Jeżeli w jakikolwiek sposób ten post był dla Ciebie interesujący lub chcesz się podzielić swoją opinią, będę wdzięczna za komentarz.

Kiss Kiss,

Karola

Visit Us On FacebookVisit Us On YoutubeVisit Us On Twitter